Wywiad z ROD

Rod to pięcioosobowy projekt multimedialny, w którym równie istotne role odgrywają muzyka, obraz i słowa. Sami o sobie mówią, że najistotniejszym jest, aby zostać w zgodzie z samym sobą i nie stracić serca i szczerości w tym, co się robi. Z tego tła wyrasta opowieść, czerpiąca garściami ze słowiańskich wyobrażeń i popkultury – baśń o przemianach.

zespół ROD

Jaka była najciekawsza nieplanowana sytuacja awaryjna podczas występu?

Daniel Hansollo Noetzel: Komputery ogólnie są zawodne, więc można powiedzieć, że awarie na scenie nie są mi obce. Najciekawsza sytuacja zaistniała podczas koncertu z cyklu „Metropolia Jest Okey” w Gdańsku. Podczas grania beat zaczął się ciąć, wokalista zgubił się i przerwał wykonywanie utworu. Cichy (basista) skwitował sytuację, że taki jest urok grania z playbacku. Rozładowało to całą nieprzyjemną atmosferę i dalej zagraliśmy już bez problemów.

Czy czerpiecie ze źródeł, czy raczej sami tworzycie swoje kompozycje?

Daniel Hansollo Noetzel: Czerpanie ze źródeł, zaczyna i kończy się tylko na inspiracji i idei naszego grania. Nasza muzyka powstaje tak, że ktoś przynosi pomysł i razem siedzimy nad nim w naszej kanciapie. Loki jest strażnikiem folkowości w naszej muzyce, mówi co jest passe, a co nie.

Do jakich odbiorców skierowana jest Wasza muzyka?

Daniel Hansollo Noetzel: Jako że łączymy różne style, to myślę, że każdy znajdzie u nas coś dla siebie. Rodowy szałas zaprasza wszystkich bez względu na wiek.

Jakie jest Wasze instrumentarium, co możecie o nim ciekawego opowiedzieć?

Mateusz Loki Słupczyński: Hansollo odpowiedzialny jest za wszelkie, dziwne elektroniczne dźwięki, Cichy wymiata na basie (a ma ich trochę w swojej kolekcji), ja z kolei obsługuję wszelkie ludowo-pogańskie instrumenty (piszczałki, fujara wielkopostna, dwojnica, flet prosty, strakharpa, jouhikko). Ciekawe jest to, że potrafimy to wszystko połączyć i ludzie się przy tym bawią, zresztą sami to ocenicie. ;)

O co się najczęściej spieracie?

Mateusz Loki Słupczyński: Wydaje mi się, że głównie o rzeczy zupełnie niezwiązane z muzyką. Oczywiście podczas grania też mamy różne zdanie na temat niektórych partii, ale nie są to raczej spory, a luźna wymiana zdań.

Skąd czerpiecie inspiracje przy pisaniu piosenek?

Mateusz Loki Słupczyński: Ze wszystkiego co nas otacza, przy czym na każdego z członków zespołu mają wpływ inne czynniki.

Najbardziej pożądany przez Was instrument?

Mateusz Loki Słupczyński: Jakiś bardzo drogi, żebyśmy mogli go sprzedać i kupić mnóstwo fajnych gratów. ;)

Jaki swój utwór lubicie najbardziej i dlaczego?

Mateusz Loki Słupczyński: Zazwyczaj każdy nowo powstały, ale są też takie utwory, które pomimo tego, że stworzyliśmy dosyć dawno, dalej gramy na koncertach i je lubimy. Przykładem może być tu instrumentalny utwór „Burza”.

zespół ROD

Występ w klubie, plenerze czy przy ognisku?

Sławomir Cichy: Wszędzie, jeśli tylko techniczne sprawy na to pozwolą i sensowność samego przedsięwzięcia. Zaliczyliśmy wszystkie trzy powyżej wymienione lokalizacje i wydaje mi się, że każdy z występów obronił się. Poważnie traktujemy to, co robimy i dla własnego spokoju ducha staramy się przygotowywać do występów możliwie najlepiej, stąd też wizualizacje w czasie koncertów, stroje itp. Wszystko po to, aby ułatwić odbiór muzyki i uczynić ją ciekawszą. To często kosztuje nas sporo zachodu, ale dzięki temu jeszcze nie zdarzyło się, że ktoś zarzucił nam, że robimy lipę. ;)

Wiele zespołów zaczyna kierować się w stronę folku, co o tym sądzicie? Czy to przejściowy trend?

Sławomir Cichy: Chyba wszystko, co się dzieje w muzyce, czy ogólnie sztuce, w pewnym sensie jest przejściowe. Żyjemy we wspólnocie, podobnie reagujemy, mamy zbliżone potrzeby nawet jeśli dzieli nas wiele. Nie odkrywam Ameryki, wystarczy sięgnąć wstecz. Jak wszyscy zauważamy przechodzimy obecnie pewną fascynację folklorem, ludowością, podobnie jak miało to miejsce choćby w okresie romantyzmu. Żyjemy w jednej wielkiej sinusoidzie, w której zapętlają się w dość regularny sposób pewne zjawiska. Nasze czasy jednak charakteryzuje coś specyficznego i jedynego w swoim rodzaju. Po okresie transformacji, Polacy najedli się wystarczająco zachodnią przewagą gospodarczą i kulturalną, poczuliśmy potrzebę odnalezienia swoich własnych korzeni, swojego rodowodu. Część z nas znalazła ujście tej potrzeby w ludowości, a nawet posunęła się jeszcze dalej ku pogańskiej przeszłości, która najprzejrzyściej stanowi nasz indywidualizm, czyni nas wyjątkowymi i odmiennymi. Ważny jest też fakt, że wreszcie nikt za tego typu zainteresowania nie spłonie na stosie. Mnie osobiście cieszy taka kolej rzeczy i mam nadzieję, że potrwa ona jak najdłużej, przez co zyskamy szansę na odbudowanie najstarszej tradycji, a przede wszystkim włączenie jej do współczesnej kultury masowej.

Czy macie już jakieś duże sukcesy? Jak duże? Które są najbardziej znaczące dla Was?

zespół ROD

Sławomir Cichy: Jeśli mierzyć sukces tym, czy byliśmy w telewizji i mamy sakiewkę pełną srebrników, to niestety ponieśliśmy porażkę. Naszym sukcesem są trzy wydawnictwa, masa koncertów, narastająca wciąż liczba osób słuchających naszych wypocin, no i przede wszystkim to, że nie straciliśmy zajawki. Osobiście nie mogłem sobie wyobrazić większego sukcesu niż fakt, że równie chętnie podchodzę do tworzenia muzyki, współpracy z członkami zespołu jak to miało miejsce 20 lat temu, kiedy zaczynałem. Sukcesem dla człowieka jest czuć się dobrze, pytanie tylko, co i w jakiej ilości do tego szczęścia potrzebujemy. Oczywiście fajnie byłoby zagrać koncert dla pięćdziesięciu tysięcy osób, być słuchanym na co dzień przez spore rzesze, ale najistotniejsze jest to, aby zostać w zgodzie z samym sobą i nie stracić w tym wszystkim serca i szczerości. Może to górnolotne oraz naiwne, ale tak po prostu sądzę. My narzekać nie możemy, gdyż mamy coraz większą grupę osób, do których muzycznie docieramy niosąc rodzime korzenie w formie nowoczesnej muzyki. Niech to trwa jak najdłużej.

Dziękuję za rozmowę.